Scenariusz H. Sienkiewicz - nadanie imienia szkole
Autor: mgr Iwona Gawdzik i mgr Anna Pomorska   

SCENARIUSZ CZĘŚCI ARTYSTYCZNEJ 

 OKAZJI NADANIA IMIENIA HENRYKA SIENKIEWICZA

SZKOLE PODSTAWOWEJ W KOWALI

Prowadzący: Serdecznie witamy wszystkich gości zgromadzonych na  

                         dzisiejszej uroczystości. Uczniowie naszej szkoły pragną 

                         przybliżyć wszystkim postać Henryka Sienkiewicza, 

                         wielkiego pisarza, patrioty i laureata nagrody Nobla.

                         Program części artystycznej będzie się składał z dwóch

                         części. Pierwsza pokaże nam, jak współcześni młodzi

                         znają twórczość Henryka Sienkiewicza i co wiedzą 

                         o jego życiu, druga natomiast pokaże namiastkę twórczości pisarza.

                        Będzie to adaptacja fragmentu najbardziej znanej w świecie 

                        powieści „Quo vadis?” Zapraszamy.

CZĘŚĆ I

„QUO VADIS CZŁOWIEKU XXI WIEKU?”

 

Pokój: biurko, krzesło, kanapa, szafka, zegar, komputer, telefon (komórka), jakieś kartki, korespondencja, ulotki reklamowe. W pomieszczeniu panuje bałagan. Młoda dziennikarka wraca z pracy. Zdejmuje kurtkę, buty. Rozgląda się po pokoju. W tle słychać piosenkę Jacka Kaczmarka „Ci wszyscy ludzie”.

Dziennikarka: Nareszcie w domu! Znów jechałam prawie dwie godziny!                         

                        Nienawidzę korków! A jeszcze ta rozkopana jezdnia! Czy                        

                        naprawdę muszą remontować drogi teraz!  Ale tu bałagan!     

                       Jestem strasznie głodna. Pusta lodówka. Chleba też nie ma, 

                       ale są moje notatki. W koszyku na chleb? Kubek z niedopitą    

                       kawą. Ciekawe, jak długo tu stoi. Zapomniałam o zakupach.              

                       Co mi pozostaje – znowu pizza. Szybko, muszę zamawiać.               

                       A tak właściwie przydałoby się choć raz w tygodniu zjeść               

                      obiad. Normalny! Gorący! Zupka pomidorowa, zraziki z            

                      pieczarkami, suróweczka...mniam (dzwoni telefon).            

                      Gdzie on jest? (szuka aparatu, rozrzuca papiery, gazety).       

                       A co to za kartki? Jakieś listy, reklamy. O, znowu nie zapłaciłam    

                      rachunku. Jeszcze chwila, a wyłączą mi prąd (odbiera telefon).            

                      Cześć! Dzwonisz już trzy razy? Nie denerwuj się, dopiero wróciłam          

                      z pracy. Tak, o tej porze. A co w tym dziwnego? Mam dużo roboty.        

                       A potem jeszcze godzinę stałam w korku. Nie, nigdzie dzisiaj nie                

                      wychodzę. Mam zlecenie. Szef kazał mi napisać artykuł. Na jutro.        

                      Nie! Nie mam pomysłu! Nie mam weny twórczej! Jestem zmęczona.           

                      Mam w lodówce skarpetkę zamiast sera! Wciąż zamiast obiadu jem              

                      pizzę lub hamburgery. I nie wiem, o czym pisać! Do zobaczenia! 

                      Wpadnę w sobotę! (siada przy biurku, włącza radio, zamyśla się,

                      próbuje coś napisać. W tle słychać piosenkę Czesława Niemena

                     „Dziwny  jest ten świat”)

                     Dziwny jest ten współczesny świat. Człowiek zdobywa świat wirtualny,

                     korzysta z internetu, szuka lekarstw na różne choroby. Coraz szybciej

                     przemieszcza się, wszędzie pędzi i  .... No właśnie, traci spokój

                     wewnętrzny nie ma czasu dla przyjaciół. Oszukuje, kombinuje, bo nie

                     ma  z czego utrzymać rodziny. Quo vadis człowieku XXI wieku?

 

                     Quo vadis?

                      Zaraz, zaraz już ktoś to kiedyś powiedział.

                      (Bije zegar, gaśnie światło. Dziennikarka szuka świec, zapala je. Z

                      cieni wyłania się tajemnicza postać. Dziennikarka cofa się). Kim pan

                       jest, skąd pan tu  się wziął?

Sienkiewicz: (spaceruje po pokoju, patrzy uważnie na biurko, dotyka komputera):

                     Jestem Henryk Sienkiewicz!

Dziennikarka: Ale skąd? Kto? Co? Dlaczego? Co, co pan tu robi? Niech pan                   

                         wyjdzie. Nie mam czasu!

Sienkiewicz(poważny): Zaprosiłaś mnie, młoda damo.

Dziennikarka: Ja?

Sienkiewicz:  Czy to nie ty pytałaś: quo vadis? To przecież ja rozpowszechniłem ten

                   zwrot, zapisałem go w jednej powieści. Chyba nawet dostałem za nią

                   jakąś nagrodę. To było w roku ... Ostatnio coś pamięć mi szwankuje.

                   Quo vadis? Oto jest pytanie! Ale w czym problem, młoda damo?

Dziennikarka (łapie się za głowę, nerwowo chodzi po pokoju): Zaraz, zaraz, ja chyba

                     śnię? To pan, ten od Trylogii? Ojej, jestem bardzo przemęczona,

                     dlaczego nie wyjechałam na urlop i co z tego, że szef by się wkurzył,

                     za to teraz mam halucynacje. Spokojnie, nie dajmy się zwariować,

                     przede mną moc pracy, uszczypnę się, to zawsze działa. Napiję się kawy.

                     Nie znika? On nadal tu jest? Właściwie żyjąc w takim tempie i ciągłym

                     stresie, mogłam się tego spodziewać. Ciekawe, co by powiedział na to

                     mój psychoanalityk?

Sienkiewicz (stoi, rozgląda się): Mówiłem ci, że sama mnie zaprosiłaś. Dlaczego

                    teraz tak się dziwisz? Co prawda dawno nie podróżowałem, chociaż

                    kiedyś bardzo to lubiłem. Dziś rzadko mnie zapraszają. Kiedyś nawet

                    słyszałem żale kilkunastu młodych zgromadzonych w jakiejś sali, gdzie

                    nieco starszy człowiek wołał: opowiedz losy Andrzeja Kmicica! Było mi

                    ich naprawdę szkoda. Sam dobrze nie pamiętam, co było w trzecim

                    tomie. Ale wróćmy do sedna sprawy. Czy można tu gdzieś usiąść?

                    Przyszedłem pomóc ci, młoda damo, w rozwiązywaniu twoich

                    Dylematów. Chciałbym ci coś pokazać. Być może uda mi się rozwiać

                    twoje wątpliwości.

Dziennikarka (wyraźnie zaaferowana przysuwa fotel, mamrocze): Ja naprawdę

                    chyba zwariowałam.  Duch nie znika. Jestem przemęczona. Co za gość,

                     mój Boże! A tu taki bałagan! To wygodny fotel, jeszcze po babci, stary,

                     ale wygodny. Niech pan spocznie. Jak mam do pana mówić? Już wiem,

                     będę mówiła: Mistrzu. Nie będę ukrywać, jestem zaskoczona.

Sienkiewicz (wyjmuje fajkę, czyści ją): Wyluzuj, młoda damo. Chyba tak teraz

                      mówicie? Dziwny to język! Czym się trudnisz? (podchodzi do

                     komputera) Co robisz z tą dziwaczną maszyną? Do czego służy?

Dziennikarka (mamrocze, chodzi po pokoju, przysiada na skraju biurka):

                      Ja muszę napisać ten artykuł. Muszę. Jestem dziennikarką, pracuję

                      dla dwóch dzienników, właśnie miałam napisać artykuł, ale zdaje się,

                      że nic z tego nie wyjdzie, już po północy. Rano szef się wścieknie.

Sienkiewicz: Wcale nie musisz pisać. Spokojnie. Posłuchaj mnie. Jesteśmy

                      kolegami po fachu.

Dziennikarka (chodzi, siada, dotyka twarzy, głowy, wykonuje nerwowe ruchy):

                       Co pan może wiedzieć! Żył pan tak dawno. Teraz są inne czasy.

                       Wasz świat był inny, wszystko było prostsze, dziś każdy pędzi,

                        czegoś szuka, tak naprawdę nie wie, czego chce. Ludzie w pogoni

                        za sukcesem zapominają nawet o starych przyjaciołach, rodzinie.

                        Dziś Polacy częściej jadą do Włoch, Grecji czy Ameryki niż na

                        Podlasie. Tam się pan chyba urodził? Może powie mi pan coś o

                        sobie. Przecież nie zawsze spotyka się ducha. (Na ekranie

                       pojawiają się zdjęcia z Woli Okrzejskiej)

Sienkiewicz: Tak, urodziłem się w Woli Okrzejskiej, cudowne miejsce, taki błogi

                       spokój, cisza. Tu się wychowałem, to miejsce pokochałem.

                       Tu kultywowano szlacheckie tradycje.

Recytator (stoi z boku sceny):

                                   Na tej ziemi się urodził,

                              Gdzie ptak śpiewał na błękicie,

                              Po tej ziemi biegał, chodził

                              I poznawał ludzi, życie.

Dziennikarka (zainteresowana, uspokaja się, słucha): To miał pan szczęśliwe

                         dzieciństwo.

Sienkiewicz (siedzi w fotelu): I tak, i nie. Majątek zaczął podupadać. Przenieśliśmy

                     się do Warszawy, a tu nie powodziło nam się zbyt dobrze. Musiałem

                     wraz z bratem zarobić na swoje utrzymanie, udzielając korepetycji.

Dziennikarka: Naprawdę? Nie wiedziałam. Ale był pan na pewno dobry uczniem?

Sienkiewicz: Tu się mylisz! Uczyłem się średnio. Kilkakrotnie zmieniałem szkoły.

                      Ale kochałem literaturę i historię. Wiele czytałem.

Dziennikarka: Ja też uwielbiam czytać. Chociaż ostatnio brakuje mi czasu na

                      dokładne przeczytanie Władcy Pierścieni czy nawet najnowszych

                      wiadomości.

Sienkiewicz (wstaje): Widzisz, jesteśmy do siebie podobni. Ja też byłem

                      dziennikarzem: redaktorem dziennika „Słowo”, współwłaścicielem

                      „Niwy”.

Dziennikarka: O! To może mi pan coś poradzi.

Sienkiewicz: No właśnie! Nareszcie zrozumiałaś! Po to tu jestem.

Dziennikarka (myśli głośno, przerażona): Zaraz, zaraz. Co się tu dzieje. Kto to?

                      Znowu duchy?

Sienkiewicz (stojąc wyciąga ręce w geście powitania): Chciałbym ci przedstawić

                      moją żonę: Maria z Szetkiewiczów.

Maria Szetkiewiczowa (kłania się, na ekranie/tablicy pojawiają się zdjęcia

                      z żoną i fotografie ich dzieci): Pamiętam, jak siadywaliśmy w sadzie

                      w cieniu drzew. Byliśmy tacy szczęśliwi. Byłam twoją przyjaciółką,

                      powiernicą, doradczynią i krytykiem. Wkrótce zawitał do nas gość –

 syn Henryk Józef, a w niecałe półtora roku później przyszła na świat

 córka  Jadwiga. Spójrz, to nasze dzieci.

Sienkiewicz: Tak, byliśmy szczęśliwi aż do twojej tragicznej śmierci. Później były

                       znowu Marie (pojawiają się duchy żon): Maria Romanowska-

                       -Włodkowicz, Maria Babska.

Dziennikarka: Miał pan trzy żony?

Sienkiewicz (gdy mówi, pojawiają się bohaterowie powieści, światło przygasa,

                      postacie przechodzą przez scenę, siadają na kanapie): Tak, każda

                      była moim wsparciem, natchnieniem. Przy nich zrozumiałem,

                      że największą wartością człowieka jest miłość i rodzina. Spójrz na

                      moich bohaterów. Oto Skrzetuski i Helena, Winicjusz i Ligia.

                      Dla nich też miłość jest najważniejsza. Ona potrafi pokonać wszelkie

                      problemy, przemienić ludzkie serca.

Dziennikarka: Ale dzisiaj miłość? Wzdychanie, trzymanie się za rączkę, to

                       przeżytek. My nie mamy na to czasu. Trzeba zarabiać pieniądze, być

                       lepszym, odpowiedzialnym. Za siebie i drugiego człowieka. Nam

                      wystarczą sms-y ewentualnie maile. Tak jest szybciej!

Sienkiewicz (stoi, wskazuje na swoich bohaterów): Zobacz, co tracicie. Przecież

                     miłość buduje, pozwala walczyć ze złem, daje siłę i motywację,

                     wskazuje drogę – właśnie do tego, by stać się lepszym! A patriotyzm?

                     To też miłość. Miłość do ojczyzny.

Dziennikarka (idzie w stronę biurka, siada, szuka informacji w komputerze):

                      Patriotyzm? A co to takiego? Niech pan poczeka. Zaraz, zaraz – nie

                      jest on dzisiaj zbyt popularny. Teraz świat jest ojczyzną. Likwidujemy

                      granice między państwami. Jesteśmy Europejczykami, obywatelami

                      świata.

Sienkiewicz (podchodzi do biurka): Mylisz się, młoda damo. Wiele podróżowałem.

                     Zwiedziłem prawie całą Europę, Byłem w Afryce, Ameryce. Widziałem

                     wiele, wiele opisałem. Ale zawsze tęskniłem za krajem, bo ojczyznę ma

                     się zawsze w sercu. (Gaśnie światło. Uczniowie śpiewają Dumkę na dwa

                     serca z filmu „Ogniem i mieczem”. Pojawiają się kolejne duchy –

                    postaci z powieści, przechodzą na środek sceny).

Dziennikarka: A to kto?

Andrzej Kmicic (kłania się): Jam jest Andrzej Kmicic – chorąży orszański.

Wołodyjowski (kłania się, wymachuje szablą): Pułkownik Michał Wołodyjowski.

Sienkiewicz: (wskazuje na rycerzy): Moi bohaterowie. To dzielni rycerze. Nie

                      wahali się poświęcić życia dla ojczyzny. Oni mieli ideały, mieli

                      wartości, których dzisiaj brakuje. Spójrz na nich, przypomnij sobie

                      ich losy. Jak wiele się można od nich nauczyć.

Dziennikarka (zdziwiona): No, może... Może ma pan rację. Wie pan, Mistrzu, kiedyś,

                      gdy byliśmy dziećmi, chętnie bawiliśmy się w rycerzy. Każdy chciał

                      być dzielnym Kmicicem, który wysadził szwedzką kolubrynę, obronił

                      Jasną Górę przed najazdem wroga, własną piersią osłonił króla.

                      Albo Wołodyjowskim, który doskonale władał szablą i wygrywał

                      każdy pojedynek, albo chociaż Longinusem Podbipiętą, który zasłynął

                      z nadludzkiej siły. No ostatecznie można było zostać Zagłobą i fortelami

                      bronić ojczyzny. A moje koleżanki? Przecież każda z nas chciała choć

                      raz być piękną Oleńką, Heleną czy Baśką i stać wiernie przy boku

                      swojego rycerza. A teraz dzieci bawią się w pokemony, Batmanów,

                      żółwie Ninja, Terminatora, oglądają jakiegoś Idola (duchy odchodzą).

Sienkiewicz: A pamiętasz? Wywołałaś mnie pytaniem: Quo vadis? To też odpowiedź

                      na twoje dylematy. Istnieją i inne wartości, mówiące, jak należy żyć.

                      Są wpisane w historię człowieka. Porządkują rzeczywistość. Uczą

                      moralności i etyki.

Dziennikarka: (chodzi po pokoju): Pamiętam. W tej powieści ludzie w obronie wiary

                      i jej ideałów ginęli na arenach, byli paleni żywcem, krzyżowani.

                      A dzisiaj? Wie pan, wczoraj widziałam, jak pewien młody człowiek

                      wyrywał torebkę kobiecie. Ona krzyczała, wzywała pomocy. Nikt nie

                      zareagował! Wszyscy gdzieś się śpieszyli, udawali, że nie widzą.

                      Ja zresztą też tak zrobiłam. Gdybym się zatrzymała, nie zdążyłabym

                      do pracy. O chyba się usprawiedliwiam?! Mistrzu, zaczynam coś

                      rozumieć. Gdzieś się pogubiłam. (Na ekranie lub tablicy zdjęcia z

                     Oblęgorka i okolic).

Sienkiewicz: Zobacz, chcę ci jeszcze coś pokazać. To Oblęgorek. Kolejne miejsce,

                      które pokochałem. To też polska ziemia. Tu też jest pięknie.

                      Dostałem ten dworek w darze od narodu. Czy wy dzisiaj bylibyście

                      tak hojni? Czy obdarowalibyście czymkolwiek drugiego człowieka?

                      Spróbuj sama sobie odpowiedzieć na to pytanie. Czy już wiesz,

                      gdzie szukać wartości i ideałów. Czy rozumiesz, o czym powinnaś

                      pisać? (Bicie zegara, godzina pierwsza, gaśnie światło, duch znika.)

Dziennikarka (siada przy biurku, głośno myśli): Mistrzu, pokazałeś mi coś,

                      o czym  dzisiejszy świat nie pamięta. Wiem, o czym będzie mój

                      artykuł! Quo vadis człowieku XXI wieku? Nareszcie znam odpowiedź

                      na to pytanie!

                      (Piosenka „Odnosimy się”  Jacka Kaczmarskiego)

 

 

 

                    

 

  Scenariusz opracowały: mgr Iwona Gawdzik i mgr Anna Pomorska